niedziela, 3 czerwca 2012

69. Waży dzień.

Pierwsza Komunia Święta już za nami. To była naprawdę piękna uroczystość. 

Biały tydzień był ciężki. Nie wiem, czy tylko my tak trafiliśmy, że praktycznie codziennie była procesja. No cóż, nie ma to jak trafić na odpust w parafii (który mam wrażenie trwał cały tydzień).
Potem zdjęcia, pielgrzymka dzieci do sanktuarium... Ciężko. Szczególnie jak we mszy uczestniczy ponad setka dzieci pierwszo - komunijnych.









Obiad był w domu.





Powoli wracamy "do normalności" :)




poniedziałek, 7 maja 2012

68. Moje pierwsze decu.

W chwilach zmęczenia remontowego musiałam się czymś odstresować. Ponieważ farby, pędzle i inne takie były i tak w użyciu, to postanowiłam wypróbować decoupage. Zrobiłam sobie chustecznik. Wiem, do ideału mu baaardzo daleko, ale i tak jestem z niego zadowolona :).

Jeszcze nieozdobiony



i dokończony





Uważam, że jak na pierwszy raz - to wyszło mi całkiem dobrze. W kolejce czekają następne rzeczy. Szkoda tylko, że tak mało mam czasu. Na razie przygotowania do komuni mojego Starszego dziecięcia zabierają mi mnóstwo czasu.  Tak to już jest, jak człowiek da się"wrobić". Nie dość, że jestem w trójce klasowej , to jeszcze w "pierwszokomunijnej"....

Zastanawiam się nad dekoracją stołu, menu, itp. Strasznie to trudne i absorbujące.

czwartek, 1 marca 2012

67. Wiosennie.

Z tęsknoty za wiosną powstały zielone brochy:









Informacyjnie:

Nie napisałam, że wzór na komplecik podkładek szydłkowych zaczerpnęłam z bloga  home sweet home. Moje są jakby skróconą wersją :). Natomiast wzór na pojedyńczą - kwiatową - z jakiejś starej gazetki szydełkowej (ale w necie też taką u kogoś widziałam).

Ann - Aniu odgap sobie, bardzo proszę :). Możesz też skorzystać z gotowca:)

środa, 29 lutego 2012

66. Wiadomości z frontu...

POLEGLIŚMY.

Ale żyjemy:).

Dzieciaki chore oba były. Starsze dziecię już na szczęście zdrowe i poszło do szkoły - obyło się bez antybiotyku. Kaszel tylko został.
Z Młodą ciut gorzej - właśnie zaczęliśmy drugi antybiotyk. Poprawa jest, do pełni szczęścia troszkę jednak brakuje. Mnie też ta franca dopadła. Sił mi brak na robótki, ale przez te dwa tygodnie coś tam jednak dziergałam. Oczywiście, nie skończyłam nic zaczętego. Poszłam dalej i zaczęłam nowe.
Wstyd się przyznać, ale sal-a na święta to ja chyba nie skończę... Nie mogę trzymać igły - mam zbyt zniszczone ręce po sprzątaniu po remoncie.

Niemniej jednak próbuję coś dziubać. Powstały więc podkładki, jeszcze nie uprane:





Nie są niebieskie!!! tylko turkusowo-morsko-szmaragdowe ;). W sumie 7 szt. Zostało mi bawełny jeszcze na dwie sztuki.

Ponieważ zima wróciła, zrobiłam sobie baaaaaaaardzo prosty otulacz:




Zdjęcie jakieś jasne wyszło. Kolory są dość ciemne.

No i na koniec - mam już płytki w kuchni i zaczęliśmy malowanie.!!! Zdjęcia są robione już jakiś czas temu, kuchnia wygląda w rzeczywistości dużo lepiej - jest posprzątana :)